Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2015

Festiwal Kultur w Adliswil | relacja!

Całkiem niedawno udało mi się wybrać na Festiwal Kultur, który odbywa się co roku w miasteczku Adliswil, pod Zurychem. Dowiedziałam się o nim w ostatnim momencie, jednak bliskość tego wydarzenia sprawiła, że bez wahania spakowałam portfel i telefon, i wybrałam się poznawać nowe :-)


Na festiwalu można było spróbować smakowitości z różnych krajów, między innymi Palestyny, Erytrei, Togo, Japonii, Turcji czy Potrugalii. Wszystkie potrawy na stoiskach kosztowały zaledwie 5.00 CHF i były dość niewielkie. Chodziło o to, aby jak najwięcej spróbować, mieć na to miejsce w brzuchu i nie stracić przy tym połowy wypłaty ;-)  Do tego małego ulicznego festiwalu jedzenia przygrywała muzyka, na scenie pojawiały się zespoły taneczne z prezentowanych krajów oraz muzycy, dzięki czemu dużo bardziej mogliśmy poczuć ten nieco egzotyczny klimat całego wydarzenia. Nie zabrakło oczywiście namiotu z piwem oraz stoiska szwajcarskiego, ku uciesze tych, którzy boją się nowości i wolą pozostać przy dobrzej znanej im kiełbasie z bułką.


Festiwal rozpoczęliśmy spróbowaniem tradycyjnych dań z Erytrei oraz ze Sri Lanki. Erytrea zaskoczyła nas dziwnym, kwaśnym naleśnikiem, który o dziwo bardzo fajnie komponował się z mięsem i warzywami (na zdjęciu powyżej). Ja zdecydowałam się na curry ze Sri Lanki, które bardzo mi smakowało. Mimo niezachęcającego wyglądu było naprawdę fajnie doprawione i dość ostre. Przekonał mnie do niego mały chłopiec, który zachęcał do spróbowania specjałów z tego stoiska i mówił, że to będzie na pewno najlepsze curry jakie jadłam ;-) Zobaczycie je w poniższym filmie:


Z zainteresowaniem oglądałam wszystkie występy. Jedne były bardziej udane, inne nieco dziwne, ale na pewno wszystkie były ciekawe a ludzie otwarci i szczęśliwi, że mogą pokazać kawałek swojej kultury.

Przyznam, że zabrakło mi tam stoiska z polską kuchnią oraz zespołu ludowego na scenie, a przecież mamy w Szwajcarii przedstawicieli naszej, ludowej kultury, dlatego już teraz apeluję do zespołu Lasowiacy - zorganizujmy Wasz występ w przyszłym roku! Pokażmy innym jak ciekawą mamy kulturę w Polsce! :-)

Po występach przyszedł czas na próbowanie kolejnych rzeczy - tym razem postawiliśmy na kuchnię chińską, z restauracji, która mieści się w Adliswil i przyznam szczerze, że nigdy nie zachęcała mnie do odwiedzin swoim wyglądem. Tutaj miłe zaskoczenie! Sajgonki były naprawdę dobre, a prażynki krewetkowe fajnie komponowały się z piwem ;-) Wróciliśmy też pod daszek Erytrei i spróbowaliśmy samosy w ich wykonaniu - wszystko było smaczne i tylko narobiło nam apetytu na więcej, ale na to trzeba było poczekać do kolacji :-)

Jako, że najbardziej zachwycił mnie występ panów z Palestyny to zaraz po nim chciałam spróbować palestyńskiej kuchni. I tu nastąpiło największe rozczarowanie! Kwaśna surówka, której składu nie umiałam zidentyfikować, pieczony pierożek z wątróbką, której nie znoszę a na koniec przesycone tłuszczem ciastko z anyżem ;-)


Zanim udaliśmy się do domu postanowiliśmy zrobić małe zakupy. Kupiliśmy kilka świeżych ciast oraz innych produktów. Co dokładnie wybraliśmy, możecie zobaczyć w poniższym filmiku nagranym tuż po powrocie do domu. Powiem Wam, że żałuję, że nie spróbowałam tego japońskiego, różowego ciastka przed kamerą! Moja mina i łzy w oczach były podobno powalające ;-) Brr na samo wspomnienie mam mdłości... ;-)


Jeżeli będziecie mieli okazję wybrać się na takie wydarzenie to nawet się nie zastanawiajcie! Przemiła atmosfera, dobre jedzenie i ciekawe występy wielu z Was przypadną do gustu :-)

czwartek, 19 marca 2015

Paul Gauguin w Fondation Beyeler - recenzja wystawy

Długo zbierałam się, żeby napisać dla Was recenzję wystawy Gauguina, którą możecie zobaczyć w Fondation Beyeler. Po części powodem był brak czasu, ale nie zrobiłam tego wcześniej również dlatego, że nie chciałam napisać jej od tak, nie czytając uprzednio czegoś więcej na temat samego malarza. Dzisiaj mam wreszcie wolną chwilę, więc mogę poświęcić się tej sprawie :)


Kim był Paul Gauguin?

Francuski, postimpresjonistyczny malarz dziewiętnastowieczny. Eugene Henri Paul Gauguin, tak brzmiało jego pełne imię i nazwisko. Urodzony w Paryżu, kilka lat swojego dzieciństwa spędził w Peru, skąd pochodziła jego matka. W roku 1873 poślubił Dunkę, z którą miał później pięcioro dzieci. Początkowo mieszkali we Francji, jednak gdy Gauguin postanowił na dobre zająć się malarstwem żyło im się coraz trudniej. Jego obrazy się nie sprzedawały, więc za namową żony postanowili całą rodziną wyjechać do Kopenhagi. W 1885 roku zostawił żonę w Danii i wyjechał do Francji wraz z 6 letnim synem.

Paul Gauguin w 1891 roku / źródło Wikipedia
W 1888 roku Gauguin przez kilka tygodni mieszkał z Vincentem van Goghiem. Panowie mieli bardzo wybuchowe charaktery i podczas jednej z kłótni van Gogh zagroził Gauguinowi brzytwą po czym... odciął sobie kawałek ucha. Tym incydentem zakończyła się ich wspólna historia.

Na początku lat 90 XIX wieku malarz postanowił oddalić się od cywilizacji i wyruszył w podróż do Polinezji francuskiej. Osiedlił się na Tahiti, gdzie poznał 30 lat od siebie młodszą kobietę, z którą później przez 2 lata dzielił życie. Dziewczyna często pozowała mu do obrazów. W wielu jego dziełach można bardzo mocno poczuć egzotykę.


Gauguin był bardzo kontrowersyjnym i nierozumianym artystą. Był wybuchowy, kłótliwy, uważano, ze dziwnie się ubiera i na pewno sympatii nie przysporzyła mu znajomość z 13 letnią dziewczynką, którą poznał w Paryżu w 1893 roku i zabrał ze sobą do Bretanii. 

Jakby tego było mało, w roku 1895 malarz ponownie wyjechał na Tahiti i związał się z 14 letnią dziewczynką, która prócz tego, że pozowała mu do obrazów, również urodziła mu córkę... W 1903 roku Gauguin zmarł na atak serca, miał 55 lat.

Życie tego malarza było tak barwne, że mogłabym rozpisać się na 10 różnych postów a i to okazałoby się zbyt mało. Pracował jako urzędnik giełdowy, dziennikarz, wykonywał rzeźby w drewnie, rysował rośliny i przepisywał dokumenty. Zachęcam Was do przeczytania czegoś więcej na temat tej osoby.


Wystawa w Riehen

O tym, ze wybiorę się na tę wystawę wiedziałam od czasu, gdy zobaczyłam plakat, który ją reklamował. Z racji, że nie należę do cierpliwych osób wybrałam się do Riehen już w pierwszy weekend, w którym można było podziwiać obrazy. Tłum przed wejściem i tłum po wejściu. Tłum w każdej sali, przed obrazami. Tłum z każdej strony niczym deszcz, który padał na Forresta Gumpa ;) Nie żartuję, musicie mi wierzyć na słowo.

Fondation Beyeler to miejsce, które robi zwykle bardzo wysokobudżetowe wystawy. Wysoka sztuka, mnóstwo zainteresowanych osób, które lgną, by tę sztukę zobaczyć. Kiedyś próbowałam się dopchać do wejścia na wystawę Salvadora Dali i nie udało mi się. to, dlatego pędźcie czym prędzej i podziwiajcie wielkie dzieła Gauguina, bo im będzie bliżej końca, tym trudniej i mniej przyjemnie będzie się zwiedzać tę wystawę.


Już od wejścia możemy zobaczyć jeden z najbardziej znanych obrazów artysty, "Żółtego Chrystusa".

"Żółty Chrystus" (1889)
Prócz obrazów, na wystawie możecie zobaczyć również paletę mistrza :)


Później pojawia się sporo równie słynnych i rozpoznawalnych dzieł Gauguina. Niestety nie wszystkim mogłam zrobić zdjęcie. Jeśli tak jak ja, chcecie udokumentować swoje zwiedzanie to zapytajcie przed wejściem czy możecie to zrobić. Uzyskałam zgodę jeszcze przed zwiedzaniem, ale miałam mały problem z panem, który pilnował jednej z sal i twierdził, że nie mogę wykonywać zdjęć lustrzanką. Wyjaśniłam mu, że nie jest to profesjonalny aparat, pomarudziłam i fotografowałam dalej :) Pamiętajcie jednak, że przy każdym obrazie znajdziecie informację obrazkową, która poinformuje Was o tym czy dany obraz może być fotografowany. Części kolekcji nie można było uwieczniać na fotografiach. Podejrzewam, że muzea, z których zostały wypożyczone nie dały na to zgody.

"Skąd przychodzimy" Kim jesteśmy" Dokąd zmierzamy?" (1897)
Wspomniałam wyżej, że nie należę do osób cierpliwych. Niestety przez to "przeleciałam" przez wystawę, bo nie miałam siły ani ochoty cisnąć się przed każdym obrazem. Żałuję, że nie miałam możliwości zobaczyć tych obrazów na spokojnie. W połowie sal schowałam się w małym korytarzu, żeby trochę odetchnąć i uciec od ludzi.


Bardzo dobrze wrażenie zrobiła na mnie sala multimedialna! Rewelacyjnie przygotowane mapy podróży artysty i opisy. A największe wrażenie robiły dotykowe... książki :)


Nagrałam dla Was krótki filmik, na który możecie zobaczyć dlaczego tak bardzo zachwyciłam się tymi książkami. 


Na końcu na zwiedzających czeka sklepik pełen pamiątek, plakatów, chust na szyję a nawet... butów. Chciałam kupić plakat, który mogłabym oprawić i zawiesić w domu na ścianie, ale nie miałam ochoty czekać w długiej kolejce.

Zachęcam Was do wybrania się na tę wystawę i koniecznie dajcie mi znać jakie były Wasze odczucia po obejrzeniu obrazów Gauguina.

Więcej zdjęć z wystawy możecie zobaczyć w tym ALBUMIE

Cena za bilet wstępu: 30,90 CHF Dostępne są TUTAJ

Wystawę możecie oglądać do 28 czerwca 2015 roku

Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie Fondation Beyeler
_________________________________________________________________________________
Zapraszam do śledzenia strony Kultura po szwajcarsku na facebooku, dzięki temu nie przegapicie informacji o ciekawych wydarzeniach w Szwajcarii :)

środa, 4 marca 2015

Peter Doig w Fondation Beyeler

Wspominałam wam niedawno, że w Fondation Beyeler możecie teraz oglądać dzieła Paula Gauguina. Niebawem napisze coś więcej na ten temat. Teraz chciałabym podzielić się z Wami bardzo ciekawą wystawą, którą również możecie zobaczyć w Riehen. Wystarczy, że po obejrzeniu wystawy Gauguina pójdziecie kilka kroków dalej do następnej sali :)


Peter Doig to współczesny, bardzo znany malarz figuratywny. Najbardziej znanym obrazem tego artysty jest "White Canoe" ("Biały kajak"), który został sprzedany za cenę 11.300.000 dolarów! 


Urodził się w Edynburgu, dorastał w Kanadzie oraz Trinidadzie (wyspa w Małych Antylach, nie mylić z miastem na Kubie). Aktualnie pomieszkuje w Trinidadzie, Nowym Jorku i Londynie. 

Spora część obrazów Doiga to pejzaże nawiązujące do jego dzieciństwa i wspomnień z czasów, gdy mieszkał w Kanadzie. Inspiruje go sztuka życia codziennego - pocztówki, fotografie, wycinki z gazet, sceny z filmów czy nawet okładki płyt. Często korzysta również z twórczości innych artystów, np. Muncha, Moneta czy Klimta.


Obrazy Doiga były wystawiane między innymi w Londynie, Paryżu, Monachium czy Dallas a sam autor otrzymał wiele prestiżowym nagród za działalność artystyczną.

W swoich obrazach Doig zabiera nas do dziwnych, nie do końca realistycznych światów, pełnych melancholii, często samotności i tęsknoty. Mnie również obrazy Doiga nie pozostawiły obojętną. Skłaniały do refleksji oraz zmuszały do użycia wyobraźni i zastanowienia się nad każdym z osobna. 


Ciekawe sceny uwiecznione na obrazach, interesująca technika Jego malarstwa oraz faktura obrazów zachęciły mnie do napisania chociaż kilku słów na temat tej wystawy. Zauważyłam, że sporo osób odwiedzających wystawę Gauguina w ogóle nie zwracało uwagi na to, że dalej mogą zobaczyć coś ciekawego i omijali obrazy Doiga. Ja się cieszę, że mogłam je zobaczyć i mam nadzieję, że Wy również, gdy wybierzecie się do Fondation Beyeler nie ominiecie tej wystawy. Można ją oglądać tylko do 22 marca, więc zostało już niewiele czasu.



Po więcej zdjęć z wystawy Petera Doiga zapraszam do galerii na facebooku TUTAJ
_________________________________________________________________________________

Pamiętajcie o polubieniu strony Kultura po szwajcarsku na facebooku, aby nie przegapić informacji o ciekawych wydarzeniach w Szwajcarii :)

poniedziałek, 23 lutego 2015

Ogry w teatrze - recenzja musicalu "SHREK"!

Doskonale pamiętam ten dzień, w którym pierwszy raz zobaczyłam plakat musicalu "Shrek" na małym dworcu kolejowym w Adliswil. Pomyślałam wtedy, że chyba tylko germanie mogli wpaść na pomysł zrobienia sztuki z bekającego i publicznie puszczającego bąki ogra... ;) Szybko okazało się, że to równie pomysłowi amerykanie postanowili wyśpiewać Shreka i to nie byle gdzie, bo na Broadwayu! Ta informacja zaintrygowała mnie na tyle, że uznałam, iż warto zobaczyć to na własne oczy :)

Spektakl, który możecie zobaczyć w Zurychu jest niemiecką wersją opartego na filmie animowanym musicalu na licencji DreamWorks oraz fragmentach książki "Shrek!" autorstwa Williama Steiga. Muzykę stworzyła Jeanine Tesori. Spektakl swoją niemiecką premierę miał w Düsseldorfie. Poniżej możecie zobaczyć krótki film z premiery. Tylu Shreków i Fion na raz nie widziałam jeszcze nigdy! Mam wrażenie, że to dorośli mieli największą radość z przeniesienia tej animacji na deski teatru ;)


W główne role wcielili się:

- w roli Shreka Andrew Lichtenberger - aktor teatralny i musicalowy, który występował również spektaklach takich jak "Mamma Mia", "The Man of La Mancha" czy "Tarzan".


- w roli Fiony Bettina Moench - aktorka i śpiewaczka, wykształcona w Wiedniu w kierunku musicalu, operetki i chanson. Jednym z jej pierwszych zobowiązań był spektakl Sir Eltona Johna "AIDA", z którym występowała między innymi w Berlinie, Essen, Bregenz czy Basel.


- w roli uwielbianego przez wszystkich osła wystąpił Andreas Wolfram - aktor, który na scenie występuje od 1993 roku. Występował między innymi w słynnym musicalu "Cats" w Hamburgu oraz w "Porgy and Bess" w Teatro Garcia Lorca w Havanie, na Kubie. Aktualnie występuje również na deskach Opery Lipskiej wcielając się w Frank'n'Furtera w spektaklu "Rocky Horror Show" (to dopiero musi być ciekawe!!! :) ).


Ania z bloga Szwajcaria moimi oczami również była zainteresowana wizją śpiewającego Shreka, więc postanowiłyśmy wybrać się tam razem. Bilety zamówiłam już 2 tygodnie wcześniej i dzięki temu udało nam się zobaczyć go w pierwszym dniu, w którym był wystawiany w Szwajcarii. Wcześniej obejrzałam sporo filmów na You Tube, w których mogłam zobaczyć przygotowania i już same sceny z musicalu. Polecam Wam krótki film z przygotowań Andreasa Wolframa:


Przyznam Wam, że długo zastanawiałam się jak podejść do tego tematu. Niemal każdy widział Shreka, więc nie muszę Wam przedstawiać fabuły a nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów ze spektaklu, aby również Wam, tak jak mi sprawiły wielką radość.

Obawiałam się, że ja i Ania będziemy "najstarszymi dziećmi" na widowni ;) Prócz nas było jednak sporo par, w których panowie na początku, gdy zajmowali miejsca mieli miny równie nieuradowane jak Ci, którzy wybierali się kilka dni wcześniej ze swoimi połówkami na "50 twarzy Greya" ;) Dopiero po jakimś czasie miny im znacznie pojaśniały. Szczerze mówiąc ja też, przez pierwsze 10 minut siedziałam i zastanawiałam się co tam robię. Zwłaszcza, że nie mogłam przywyknąć do wielkiego, zielonego znajomego mi ogra mówiącego po niemiecku. Po chwili problem zniknął i miałam ochotę śpiewać razem z aktorami :)


Gra aktorska na naprawdę wysokim poziomie. Aktorzy idealnie dopasowani do swoich ról. I tutaj muszę pochwalić odtwórcę roli Lorda Farquaada - mistrzostwo :) I szczery podziw za odegranie całego przedstawienia na kolanach ;)


Jako, że w musicalu występowali sami profesjonaliści nie mam żadnych zastrzeżeń co do wokalnej strony. Jedyny problem był taki, że czasami nie rozumiałam tekstów, gdy śpiewali większą grupą... Było bardzo głośno i niestety głosy na tyle mieszały mi się ze sobą, że nie byłam w stanie wyłapać całych zdań a jedynie pojedyncze słowa. Pomijając ten drobiazg pozostałe partie wokalne były bardzo wyraźne i zrozumiałe. O fragmentach mówionych nie muszę już chyba wspominać :)

Tak jak w oryginalnym Shreku, tak i tutaj było mnóstwo "smaczków", które rozumieli jedynie dorośli. I ku radości mam, które pojawiły się tam ze swoimi dziećmi, one też miały na co popatrzeć - przy każdym wejściu osła na scenę w publiczności dało się niemal słyszeć uraczone jego widokiem wzdychające kobiety ;)


Scenografia była piękna, chociaż momentami raziły kiepsko przygotowane w tle animacje. Były to tak krótkie momenty, że nie przeszkodziły mi w ogólnym odbiorze. Było bardzo klimatycznie i widowiskowo. To ile pracy musiała włożyć cała ekipa, aby stworzyć coś tak płynnego jest godne podziwu. 

Bardzo, bardzo się cieszę, że zdecydowałam się wybrać na "Shreka". Wbrew moim obawom okazało się, że nawet w musicalu o "bąkach" można obcować z prawdziwą sztuką ;)  Polecam Wam wybrać się do Theater 11 i przekonać na własnej skórze :)



_________________________________________________________________________________


Bilety są dostępne TUTAJ 


Plan dojazdu do Theater 11 znajdziecie TUTAJ


_________________________________________________________________________________

Pamiętajcie o polubieniu strony Kultura po Szwajcarsku na FACEBOOKU, aby nie przegapić nowych wpisów i informacji o ciekawych wydarzeniach w Szwajcarii :)

www.facebook.com/kulturaposzwajcarsku





środa, 11 lutego 2015

Château de Chillon - magiczne miejsce na jeziorze genewskim

Posiadając kartę na całą Szwajcarię naprawdę trudno zdecydować gdzie wybrać się na wycieczkę. Dlatego też zostawiłam wybór naszym gościom. Głowili się, oglądali zdjęcia, czytali… My doradzaliśmy. Ostatecznie postawiliśmy na całkowicie spontaniczny dzień. W niedzielę rano zjawiliśmy się na zuryskim dworcu z myślą, że wsiądziemy w najbliższy pociąg… Padło na Lozannę :) A stamtąd już był rzut berem do Zamku Chillon. Nie mogłam tego nie wykorzystać. Tym bardziej, że już nie raz wspominałam, że jestem bardzo ciekawa tego miejsca :)


Zamek Chillon to średniowieczna budowla wzniesiona na skałach przy brzegu jeziora genewskiego niedaleko od Montreux. Niestety nie jest znana dokłada data powstania zamku, ale szacuję się ją na okolice XI wieku.


Zamek miał spore znaczenie strategiczne. Dawał możliwość kontrolowania przepraw wąską doliną między Alpami a Jeziorem Genewskim, która łączyła północ oraz południe Europy.

Zamek Chillon posiada aż 3 dziedzińce, ale trudno się zgubić ;) Pierwszy dziedziniec, przy którym wznoszą się zabudowania koszarowe aktualnie służy za jedną, wielką reklamę zamku. Znajduje się na nim sklepik z pamiątkami, piwnica z winem sygnowanym Chateau de Chillon oraz limitowanym piwem, również podpisanym nazwą zamku.



Drugi dziedziniec ukazuje nam bardziej historyczną stronę zamku. Znajdują się przy nim więzienia, magazyny oraz siedziba kasztelana. Wokół trzeciego dziedzińca znajdują się dworskie apartamenty oraz kaplica.


Dopiero podczas rewolucji francuskiej Zamek Chillon stał się własnością kantonu Vaud. Wcześniej był zajmowany przez biskupów Sion (pierwotnych właścicieli zamku) a nawet służył jako skład oraz siedziba panów feudalnych.


Podczas okresu, w którym podziemia służyły za więzienie był w nim przetrzymywany Francois Bonivard, słynny szwajcarski historyk i patriota. Został pojmany przez księcia sabaudzkiego Karola III Dobrego i umieszczony w więzieniu na 6 lat za swoje poglądy polityczne oraz działalność przeciwko władzy tegoż księcia.

"Doprowadzenie Bonivarda" Franck-Eduard Lossier
Warto również wspomnieć, że w historię zamku wpisała się wizyta jednego z największych angielskich poetów - Lorda George’a Gordona Byrona, który podczas zwiedzania w lipcu 1816 roku wyrył swoje nazwisko na jednym z filarów w podziemiach.



Moje wrażenia? CUDOWNIE! Skały widoczne w podziemiach robią niesamowite wrażenie. Można dosłownie poczuć to, że zamek mieści się w skale. Widoki z okien zamku zachwycają. 


Wszystko jest bardzo dobrze opisane. Kierunki zwiedzania wyraźnie zaznaczone, ulotka z opisem każdego punktu zostaje dołączona do biletu.


Przyznam szczerze, że był to pierwsz zamek, w którym podczas zwiedzania byłam nawet nieco przytłoczona ilością interesującyh pomieszczeń, eksponatów, zdobień i ciekawostek. To co napisałam Wam powyżej a nawet zdjęcia, które możecie obejrzeć w galerii to zaledwie może 30% ciekawych rzeczy, które sprawiają, że chce się tam kiedyś wrócić.




Ja jestem przekonana, że jak tylko moi rodzice znów mnie odwiedzą to zabiorę ich tam na zwiedzanie. Oglądając okolice można zrobić sobie tam całodniową wycieczkę. Zamek Chillon, pomnik Freddiego Mercury’ego w Montreux oraz wjazd funicularem do Glion i podziwianie widoków. Bardzo, bardzo Wam polecam!








Zobacz inne wpisy o podobnej tematyce:

Zapraszam do obejrzenia pełnej galerii ze zwiedzania Zamku Chillon

oraz do polubienia fanpejdża!


www.facebook.com/kulturaposzwajcarsku


czwartek, 29 stycznia 2015

KALENDARIUM #1 - 2/2015

Nie wiem jak Wam, ale mi styczeń minął baaardzo szybko i pracowicie. Nie miałam czasu na żadne imprezy czy kulturalne wyjścia a jak już znalazłam dzień wolny to od samego rana padał deszcz. No nic. Nie ma co narzekać. Trzeba zapełnić lutowe kartki kalendarza :)

Wybrałam kolejno trzy spektakle, wystawy i koncerty, które mogą Was zainteresować. Z pewnością interesują mnie, ale niestety nie mogę się pojawić wszędzie, gdzie bym chciała :) Dajcie mi znać czy udało Wam się wybrać coś z poniższej listy!

TEATR

  • 12.02. w Theater Basel odbędzie się premiera spektaklu "Romeo und Julia". Niestety bilety na premierę są już wyprzedane, ale spektakl wystawiany będzie również 16/19/21.02.

    Bilety w cenach od 21 do 60 CHF dostępne są na stronie teatru.

Zdjęcie pobrałam ze strony www.theater-basel.ch

  • Od 05. do 28. lutego w Le théâtre de la Comédie de la Gare w Genewie wystawiana będzie sztuka w walentynkowym klimacie :) "DANS LA PEAU D'UNE BOMBE" to propozycja nie tylko dla par. Myślę, że świetnie sprawdzi się też na babskim wieczorze przed wyjściem na drinka ;) 

    Bilety w cenie 29 CHF dostępne są na stronie teatru.


  • Od 18.02. do 01.03. w Zurychu może zobaczyć... Shreka! :) SHREK - Das Musical będzie wystawiany w Theater 11. Trochę się obawiam, ale jestem tak ciekawa tego spektaklu, że na pewno się wybiorę! :)

    Bilety w cenach od 29 do 119 CHF są dostępne na www.ticketcorner.ch.



WYSTAWY


  • W jednym z pierwszych wpisów wspominałam Wam o wystawie "100 Years of Swiss Design", którą możecie zobaczyć w Museum für Gestaltung, w Zurychu. Polecam Wam wybrać się jak najszybciej. Wystawę można oglądać do 08.02.2015.
    Moją relację możecie przeczytać TUTAJ
  • Również do 08.02. w Museum zu Allerheiligen, w Schafhaussen możecie zobaczyć wystawę jednego z największych szwajcarskich malarzy XX wieku - Maxa Gublera. Wystawa nosi tytuł "Der andere Gubler", więc możemy się spodziewać na pewno czegoś ciekawego.
    Więcej informacji znajdziecie na stronie muzeum.
  • W Kunstmuseum Bern do 08.02. możecie podziwiać obrazy Augusto Giacometti - szwajcarskiego malarza z przełomu XIX i XX wieku. Wystawa "Color and I" skupia się głownie na późniejszych pracach artysty - martwej naturze, pogodnych jasnych krajobrazach oraz widokach miast.

    Więcej informacji znajdziecie na stronie muzeum.


KONCERTY


  • W najbliższy poniedziałek, czyli 02.02. w Konzerfabrik Z7 Pratteln koncert zagra legendarny Fish. Poważnie rozważam wybranie się na ten koncert :)

    Bilety w cenie 50 CHF dostępne są już tylko w kasie klubu. Więcej informacji znajdziecie na stronie Z7.

Zdjęcie pobrałam ze strony www.z-7.ch

  • 07.02. w Lyss, w klubie o przeuroczej nazwie Kufa zagra Monster Magnet! Widziałam chłopaków w listopadzie 2012, w Pratteln i mogę ich Wam polecić z czystym sumieniem :)

    Bilety w cenie 45 CHF dostępne na starticket.




  • 19.02. na Hallenstadion w Zurychu zagra QUEEN  z Adamem Lambertem!

    Bilety w cenach od 77 do 399 CHF dostępne TUTAJ Więcej informacji o koncercie znajdziecie na stronie Hallenstadion



______________________________________________________________________________

Pamiętajcie o kliknięciu "lubię to" na fanpejdżu Kultura po szwajcarsku, aby nie przegapić nowych wpisów i informacji o fajnych imprezach w Szwajcarii :)

www.facebook.com/kulturaposzwajcarsku




OBEJRZYJ KONIECZNIE! :-)

Przeczytaj również: