Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2015

KALENDARIUM #9 - 11/2015

Witajcie w listopadowym kalendarium! Na wstępnie muszę się trochę wytłumaczyć. Miałam sporo pracy i na blogu pojawiało się znacznie mniej, a że postanowiłam postawić konkretną i grubą krechę między blogiem a kanałem na YouTube to takie są efekty. Postanowiłam, że na blogu będą pojawiać się kalendaria, relacje oraz recenzje. Czarno na białym ;-) A YouTube będzie znacznie luźniejszy, będą pojawiać się tam filmy z wydarzeń, ale także takie z poradami dotyczącymi życia w Szwajcarii, vlogi z życia codziennego oraz z moich podróży do innych krajów, więc żeby nazwa kanału nie była myląca i nie kojarzyła się w 100% z blogiem, zmieniłam ją na... po prostu AgnieszkaMP_Vlog - zachęcam do subskrybowania, komentowania, bo nic nie daje takiego kopa do pracy jak świadomość, że ktoś mnie ogląda ;-)

To teraz przejdźmy do konkretów. Co ciekawego dzieje się w Szwajcarii w listopadzie? :-)


WYSTAWY

  • Kunsthaus Zuerich zaprasza na wystawę Joana Miró. "Wall, Frieze, Mural" to wystawa, którą możecie oglądać już od miesiąca, a potrwa aż do 24. stycznia 2016 roku. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ
The Farm, 1921–22
Oil on canvas, 123.8 x 141.3 x 3.3 cm
National Gallery of Art, Washington, DC, Gift of Mary Hemingway
  • "Eselskarren & Orangen - Sizilianische Volkskultur" to wystawa, która rozpoczyna się 19.11.2015 i jak sama nazwa wskazuje będzie przedstawiać sycylijską kulturę ludową. Będziecie mogli ją zobaczyć w Museum der Kulturen w Bazylei. Wiecej informacji znajdziecie TUTAJ

http://www.mkb.ch/de/programm/events/2015/Eselskarren_Orangen.html

WYDARZENIA

  • EXPOVINA, czyli 62. wystawa win na 12 statkach na zuryskim Buerkliplatz to coś, na co próbuje się wybrać od 2 lat i wciąż mi się to nie udaje. Liczę, że tym razem będzie inaczej, a i Wam polecam tę imprezę :-) Impreza trwa aż do 17. listopada, a więcej informacji o tej zuryskiej tradycji znajdziecie TU
http://www.expovina.ch/expovina/willkommen/
  • W poprzednim miesiącu proponowałam Wam Basler Herbstmesse (ja byłam! Jak się bawiłam możecie zobaczyć TUTAJ :-)), a w tym miesiącu polecam Wam mniejszą, ale równie fajna imprezę :-) Die Winti Maess odbędzie się w dniach 25.-29.11.2015 w Winterthur. Na 9000 metrach kwadratowych będziecie mogli zobaczyć aż 260 stoisk z różnościami. Dla każdego coś miłego :-) Więcej informacji znajdziecie TUTAJ
http://www.wintimaess.ch/htm/besucher.htm
  • Od 10 do 15 listopada będzie trwał 10. Oriental & Flamenco Gypsy Festival, który będziecie mogli zobaczyć w kilku miastach: Gretzenbach, Lausanne, Aarau, Zurychu, Bernie oraz Bazylei. Dokładne informacje, daty i ceny znajdziecie TUTAJ



KONCERTY

  • 07.11.2015 rozpoczyna się 21. Lucerne Blues Festival. Jeśli lubicie bluesowe klimaty to koniecznie zajrzyjcie na  STRONĘ festiwalu i zaopatrzcie się w bilety :-) Przeglądając zdjęcia z poprzednim edycji mogę wywnioskować, że było naprawdę dobrze!

http://www.bluesfestival.ch/
  • 12. listopada w zuryskim klubie X-TRA zagra zespół Alabama Shakes, amerykański zespół z klimatów bluesowo - soulowych, trudno jest mi ich określić, ponieważ posłuchałam jedynie kilka utworów, ale są tak przyjemnie klimatyczni, że chętnie polecę Wam ich koncert :-) Więcej info o samej imprezie TUTAJ


  • I ostatnia impreza, którą Wam polecam to koncert zespołu Deep Purple, którego chyba nie muszę przedstawiać :-) Odbędzie się 09.11.2015 na Hallenstadion w Zurychu. Ja widziałam ich dobre 6 lat temu, ale wybieram się raz jeszcze :-) Więcej informacji znajdziecie TU



Mam nadzieję, że zdołaliście znaleźć tutaj coś dla siebie. Koniecznie napiszcie mi na jakie wydarzenia wybieracie się w najbliższym czasie :-)

piątek, 11 września 2015

Festiwal Kultur w Adliswil | relacja!

Całkiem niedawno udało mi się wybrać na Festiwal Kultur, który odbywa się co roku w miasteczku Adliswil, pod Zurychem. Dowiedziałam się o nim w ostatnim momencie, jednak bliskość tego wydarzenia sprawiła, że bez wahania spakowałam portfel i telefon, i wybrałam się poznawać nowe :-)


Na festiwalu można było spróbować smakowitości z różnych krajów, między innymi Palestyny, Erytrei, Togo, Japonii, Turcji czy Potrugalii. Wszystkie potrawy na stoiskach kosztowały zaledwie 5.00 CHF i były dość niewielkie. Chodziło o to, aby jak najwięcej spróbować, mieć na to miejsce w brzuchu i nie stracić przy tym połowy wypłaty ;-)  Do tego małego ulicznego festiwalu jedzenia przygrywała muzyka, na scenie pojawiały się zespoły taneczne z prezentowanych krajów oraz muzycy, dzięki czemu dużo bardziej mogliśmy poczuć ten nieco egzotyczny klimat całego wydarzenia. Nie zabrakło oczywiście namiotu z piwem oraz stoiska szwajcarskiego, ku uciesze tych, którzy boją się nowości i wolą pozostać przy dobrzej znanej im kiełbasie z bułką.


Festiwal rozpoczęliśmy spróbowaniem tradycyjnych dań z Erytrei oraz ze Sri Lanki. Erytrea zaskoczyła nas dziwnym, kwaśnym naleśnikiem, który o dziwo bardzo fajnie komponował się z mięsem i warzywami (na zdjęciu powyżej). Ja zdecydowałam się na curry ze Sri Lanki, które bardzo mi smakowało. Mimo niezachęcającego wyglądu było naprawdę fajnie doprawione i dość ostre. Przekonał mnie do niego mały chłopiec, który zachęcał do spróbowania specjałów z tego stoiska i mówił, że to będzie na pewno najlepsze curry jakie jadłam ;-) Zobaczycie je w poniższym filmie:


Z zainteresowaniem oglądałam wszystkie występy. Jedne były bardziej udane, inne nieco dziwne, ale na pewno wszystkie były ciekawe a ludzie otwarci i szczęśliwi, że mogą pokazać kawałek swojej kultury.

Przyznam, że zabrakło mi tam stoiska z polską kuchnią oraz zespołu ludowego na scenie, a przecież mamy w Szwajcarii przedstawicieli naszej, ludowej kultury, dlatego już teraz apeluję do zespołu Lasowiacy - zorganizujmy Wasz występ w przyszłym roku! Pokażmy innym jak ciekawą mamy kulturę w Polsce! :-)

Po występach przyszedł czas na próbowanie kolejnych rzeczy - tym razem postawiliśmy na kuchnię chińską, z restauracji, która mieści się w Adliswil i przyznam szczerze, że nigdy nie zachęcała mnie do odwiedzin swoim wyglądem. Tutaj miłe zaskoczenie! Sajgonki były naprawdę dobre, a prażynki krewetkowe fajnie komponowały się z piwem ;-) Wróciliśmy też pod daszek Erytrei i spróbowaliśmy samosy w ich wykonaniu - wszystko było smaczne i tylko narobiło nam apetytu na więcej, ale na to trzeba było poczekać do kolacji :-)

Jako, że najbardziej zachwycił mnie występ panów z Palestyny to zaraz po nim chciałam spróbować palestyńskiej kuchni. I tu nastąpiło największe rozczarowanie! Kwaśna surówka, której składu nie umiałam zidentyfikować, pieczony pierożek z wątróbką, której nie znoszę a na koniec przesycone tłuszczem ciastko z anyżem ;-)


Zanim udaliśmy się do domu postanowiliśmy zrobić małe zakupy. Kupiliśmy kilka świeżych ciast oraz innych produktów. Co dokładnie wybraliśmy, możecie zobaczyć w poniższym filmiku nagranym tuż po powrocie do domu. Powiem Wam, że żałuję, że nie spróbowałam tego japońskiego, różowego ciastka przed kamerą! Moja mina i łzy w oczach były podobno powalające ;-) Brr na samo wspomnienie mam mdłości... ;-)


Jeżeli będziecie mieli okazję wybrać się na takie wydarzenie to nawet się nie zastanawiajcie! Przemiła atmosfera, dobre jedzenie i ciekawe występy wielu z Was przypadną do gustu :-)

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rock the Ring 2015 - relacja z festiwalu

Ponad miesiąc temu uczestniczyłam w tegorocznej edycji festiwalu Rock The Ring, który odbywa się w małym miasteczku, w Kantonie Zurych - w Hinwil. Festiwal trwał od piątku 19 do niedzieli 21 czerwca. Ja byłam jedynie w niedzielę, ponieważ to w ten dzień na scenie pojawiły się gwiazdy, które bardzo chciałam zobaczyć - Alice Cooper oraz Judas Priest. Nie oznacza to, że poprzednie dni były nudne! W piątek można było zobaczyć takie zespoły jak Nightwish, Limp Bizkit czy Papa Roach, a w sobotę mojego ukochanego Billy'ego Idola i legendarny zespół Toto

Five Finger Death Punch
Five Finger Death Punch
Niedziela zapowiadała się niezbyt obiecująco, od rana padał deszcz, w dodatku byłam przeziębiona, dlatego postanowiliśmy pojechać dopiero na godzinę 15:00, tym bardziej, że zespół Crown of Glory był mi nieznany i nie czułam żalu, że mogę ich nie zobaczyć. Zdążyliśmy na koncert chłopaków z Five Finger Death Punch, którzy dali niezłego czadu na scenie. Nie jest to zespół, którego słuchałabym później w domu, ale na koncercie mi się podobał i fajnie otworzył nam koncertowy dzień. Początkowo zapowiadano, że w niedzielę zagra również Mastodon, ale chyba się nie dogadali, bo zespół nie wystąpił na festiwalu.

Przerwy między kolejnymi zespołami były na tyle długie, że mogliśmy swobodnie i bez stresu wybrać się na coś do jedzenia. Tym bardziej, że mieliśmy miejsca w strefie Golden Circle, czyli pod samą sceną. Bilety były nieco droższe, ale to świetna opcja i jeśli tylko jest ona możliwa to zawsze wybieramy właśnie ten sektor. Wybór jedzenia był tak duży, że czułam się jakbym trafiła na kolejny Street Food Festiwal, a nie imprezę muzyczną! Począwszy od standardowych kiełbach z bułą przez pizze, stoiska greckie, kebsy na słodko (!!!) po wegetariańskie burgery i mięska na półmetrowym patyku. I tu warto zapytać, o czym myśleli organizatorzy, gdy wynajmowali miejsca na stoiska na festiwalu? Na teren imprezy nie można wejść ze szklaną butelką coli, którą rozdawano przed wejściem, ale można dostać kolejną, również za darmo już w środku. A najlepsze? Mięsko, o którym wspomniałam wyżej było nabite na bardzo gruby i ostro zakończony pół metrowy patyk. Albo trzymamy się zasad bezpieczeństwa, albo luzujemy już całkiem drodzy organizatorzy. Przyznam, że pierwszy raz się spotkałam z czymś takim, że zaczepił mnie ochroniarz i zapytał jak wniosłam szklaną butelkę a ja wskazałam mu palcem budkę z Colą kilka metrów od nas ;)


Poza mnóstwem stoisk z jedzeniem, piwem i drinkami można było również znaleźć sporo namiotów z rękodziełem, koszulkami i innymi interesującymi rzeczami. Jednemu nie mogłam się oprzeć. Kupiłam kota zrobionego ze starych gwoździ i nakrętek ;)

The BossHoss
Dobrze, wróćmy do koncertów, bo to na festiwalu było najważniejsze. Zespół The BossHoss kojarzyłam jedynie z nazwy i jednego kawałka "Do It" i nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Chłopaki z Berlina stylistyką pasujący bardziej do Stanów Zjednoczonych niż do Niemiec, grający w towarzystwie 3 panów z trąbkami, z meksykańskimi kapeluszami na głowach rozwalili mnie na łopatki! Muzyka, którą grają to połączenie rocka, bluesa i country, przeuroczo nazywani niemieckim zespołem cowpunkowym, ale nie mam do tego przekonania ;)



The BossHoss
Koncert rozpoczął się energetycznym "God Loves Cowboys" i tym kawałkiem panowie skradli serca chyba wszystkich ludzi pod sceną. Tańczyliśmy, skakaliśmy, śpiewaliśmy i było naprawdę mega! Nie zabrakło też innych dobrych utworów jak "I keep on dancing" czy wcześniej już wspomnianego przeze mnie "Do It". Energia do samego końca. To jeden z tych zespołów, który zapada w pamięć i do którego chętnie wracam i "katuję" ich płyty niemal codziennie. Co ciekawe wokaliści, Alec "Boss Burns" oraz Sascha "Hoss Power" przez 3 lata byli trenerami w niemieckiej wersji programu The Voice of Germany :) Jako powód rezygnacji z tej funkcji podali to, że chcą więcej koncertować. Myślę, że to była świetna decyzja i Wam polecam wybrać się kiedyś, żeby zobaczyć chłopaków na żywo!

Alice Cooper

Alice Cooper
Alice Cooper
Po koncercie Niemców na scenie pojawiła się "najbrzydsza Alicja jaką widziałam" ;) Na koncert Coopera czekałam z wielkim zniecierpliwieniem. To zawsze był jeden z moich "must see" i tuż przed wyjściem Alice'a na scenę dreptałam nogami w miejscu z podekscytowania szczerząc się przy tym jak psychopatka. I nagle pojawił się ON - Alice Cooper we własnej osobie, w czerwono - czarnym pasiastym kubraku, z czaszką na pasku, czarnym makijażem i burzą rozczochranych włosów na głowie. Na scenie od około 50 (!!!) lat, niezmiennie pełny energii, wigoru i w tym swoim szalonym klimacie horrorów. 

Na koncercie nie zabrakło żadnego z przebojów, które zna każdy fan Coopera a i pewnie sporo z was, którzy nie słuchają jego muzyki znajdą te utwory z radia lub telewizji: "Poison", "I'm Eighteen", "Welcome to My Nightmare" czy "No More Mr. Nice Guy". Alice przebierał się w coraz to dziwniejsze stroje, występował w kaftanie bezpieczeństwa i robił straszne miny ;-) 

Nie będę się rozpisywać na temat występu Alice'a Coopera, bo był po prostu bardzo dobry jak na legendę przystało. Zadowolił mnie w 100% i chętnie zobaczyłabym go jeszcze raz :)

Judas Priest
Zwieńczeniem wieczoru i koncertem zamykającym tegoroczną edycję festiwalu Rock The Ring był występ zespołu Judas Priest. Bogowie metalu, którzy mają na swoim koncie ponad 50 milionów sprzedanych płyt na cały świecie pojawili się na scenie punktualnie. Tłum wrzeszczał oczekując na wyjście legendarnego Roba Halforda. Ja też nie mogłam się już doczekać. Od zawsze bardzo chciałam ich zobaczyć na żywo, ale nie zapowiadało się, aby miało mi się to udać. Na szczęście wyszło inaczej :) 

Judas Priest
Koncert rozpoczął się utworem z 2014 roku pt. "Dragonaut" i szybko rozkręcił w największy hity. Ku uciesze fanów (w tym mnie) mogliśmy usłyszeć takie utwory jak "Turbo Lover", "Breaking the Law" czy historyczny już "Painkiller", który sprawia trudności w wyciąganiu wysokich dźwięków nawet samemu Halfordowi. Wspomniany wokalista też mocno mnie zaskoczył. Oglądałam sporo klipów i fragmentów koncertów na you tube i byłam przygotowana na stojącego w miejscu, zgarbionego dziadka, który ze sporym wysiłkiem wydobywa z siebie dźwięki. I tutaj SZOK! Halford był w ciągłym ruchu, uśmiechał się i namawiał publiczność do śpiewania razem z nim. Oczywiście nie zabrakło zmian stroju czy scenografii a także słynnego wjazdu na scenę Harleyem :) Panie Halfordzie! Koncert był rewelacyjny! A na zakończenie razem śpiewaliśmy "Living After Midnight" :)

Judas Priest
Zapraszam Was do obejrzenia relacji filmowej z festiwalu na kanale Agnieszka M. P. (Kultura po szwajcarsku), która pojawi się na YouTube w poniedziałek 10.08.2015 o godz. 18:00 oraz do subskrybowania, ponieważ teraz filmy będą pojawiały się znacznie częściej :) 

wtorek, 7 lipca 2015

KALENDARIUM #6 - 7/2015

Padam nisko na kolana i błagam o wybaczenie. Dziś już siódmy dzień lipca a KALENDARIUM dopiero teraz pojawia się na stronie. Powodów jest mnóstwo, ale głównym i najbardziej uciążliwym jest UPAŁ, który od tygodnia nie odpuszcza. Pot leje się strumieniami, głowa odpływa daleko a ostatnie miejsce, w jakim mam ochotę spędzać te koszmarne (dla mnie) dni to "przed komputerem". Głupio jednak opuszczać miesiąc tak obfity w wydarzenia, dlatego zmobilizowałam się i przedstawiam Wam lipcowe kalendarium. Enjoy!

WYSTAWY

  • 10 lipca rozpocznie się wystawa BEATY CZAPSKIEJ w Muzeum Polskim w Rapperswilu. Twórczość artystki obejmuje głownie faunę i florę. Pracuje między innymi w granicie, marmurze, bazalcie czy drewnie. Poprzez ciężką pracę nadaje bryłom interesujące kształty. Wystawę możecie oglądać do końca września.



  • Kolejna wystawa, która zwróciła moją uwagę odbywa się w Museum der Kulturen w Bazylei i dotyczy działalności misyjnej. "Mission possible?", bo taki tytuł nosi wystawa, zapowiada się bardzo ciekawie. Będzie można na niej zobaczyć zbiory z takich krajów jak Ghana, Indie, Chiny czy Kamerun. Wystawa trwa od 22 maja do 4 października 2015 roku. Więcej informacji oraz zdjęcia znajdziecie TUTAJ


  • 26 czerwca w  Musee d'art et d'histoire, w Genewie rozpoczęła się wystawa pt. "Malarstwo włoskie i hiszpańskie". Więcej informacji znajdziecie na STRONIE



KONCERTY

  • 19 lipca w moim ulubionym miejscu koncertowym - Z7 Konzertfabrik, w Pratteln wystąpi zespół ACCEPT. Ja chłopaków uwielbiam i byłam na ich koncercie już kilka razy :-) Poniższe zdjęcia zrobiłam podczas koncertu w ramach Heavy X-MAS w grudniu 2013 roku, w Dietikon :-) Więcej informacji o aktualnym koncercie znajdziecie TUTAJ 






  • Również w Z7, ale 26 lipca zagrają dwie legendy - Dream Theater oraz Queensryche. Niestety mnie wtedy nie będzie w Szwajcarii i nie mogę się wybrać, ale mocno polecam :-) Wiecej informacji TUTAJ 





FESTIWALE

Okres wakacyjny to głownie festiwale. Pogoda zwykle sprzyja (czasami aż za bardzo ;-)), ludzie chętniej wybierają się na koncerty i pod namiot. Również w małej Szwajcarii sporo się teraz dzieje.

  • Wykłady, warsztaty a przede wszystkim koncerty, to wszystko znajdziecie na Montreux Jazz Festival. W tym roku wypada od 3 do 18 lipca. Bilety jeszcze są, więc przejrzyjcie program, być może znajdzie się w nim coś, co Was zainteresuje :-) TUTAJ



  • Od 19 do 19 lipca w Bernie odbywa się Gurtenfestival, na którym zagrają między innymi: Faithless, Patti Smith oraz Archive. Więcej informacji oraz bilety znajdziecie TUTAJ



  • We francuskojęzycznym Nyon również szykuję się fajna impreza. Od 20 do 26 lipca będzie się tam odbywał Paleo Festival, na którym zagrają między innymi: Robbie Williams, Kings of Leon, Sting czy David Guetta. Więcej informacji oraz bilety znajdziecie TUTAJ



Pamiętajcie, że wakacyjna pogoda bywa zdradliwa i dbajcie o siebie! Życzę Wam udanych, lipcowych imprez i obiecuję, że następne KALENDARIUM ukaże się w terminie :-)

niedziela, 24 maja 2015

VEGANA 2015 - relacja

Z niecierpliwością czekałam na wegański festiwal w Sihlcity, w Zurychu. Uwielbiam wegańską i wegetariańską kuchnię, naturalne kosmetyki i próbowanie nowych, interesujących rzeczy, dlatego z radością wybrałam się na tę imprezę z koleżanką. 


Festiwal trwał dwa dni i odbywał się w terminie 22 i 23 maja b.r. Jak się okazało na miejscu, była to bardzo kameralna impreza. Stoiska zdołałyśmy obejść w jakieś 15 minut i tak naprawdę tylko kilka zasługiwało na to, by zatrzymać się na dłuższą chwilę. Bardzo podobały mi się naturalne mydła, szampony i inne kosmetyki, które kusiły nie tylko pięknym wyglądem, ale i cudownym zapachem owoców i kwiatów. Świeże soki, kilka stoisk, w których można było spróbować naturalnej "chaitee" a nawet coś dla miłośników wina i cydrów.




Problemem okazało się wybranie czegoś dobrego, co mogłybyśmy zjeść w ramach obiadu. Spotkało mnie niemiłe zaskoczenie, gdyż znam trochę kuchnię wegańską i wiem, że z samych warzyw można robić cuda... A organizatorzy postawili na... Wege kebaby oraz inne potrawy, które zrobione były na wzór naszych mięsnych fastfoodów. Były też kanapki oraz naleśniki, które jak się okazało drugiego dnia trwania festiwalu, w pierwszym dniu NIE były WEGAŃSKIE. Wielka wtopa, która mam nadzieję, że się więcej nie powtórzy! 

Vish & Chips
Chickin & Chips
Zdecydowałyśmy się na dania o podstępnych nazwach "Vish & Chips" oraz "Chickin & Chips" a do tego wegański majonez, który smakował jak biały, gęsty ocet ;) dania same w sobie nie były złe, ale jak to fastfoody ociekały tłuszczem. Cieszę się, że spróbowałam czegoś nowego, ale teraz wiem, że następnym razem zdecyduję się na zwykłą kanapkę ;)


Nie zabrakło smakołyków dla miłośników słodkości. Ciasta, ciasteczka a nawet wegańskie lody znalazły wielu entuzjastów. Ja słodyczy nie lubię, więc nie zdecydowałam się spróbować. Kupiłam za to na spróbowanie portugalskie wino oraz wiśniowy i śliwkowy cydr :)



Zwiedzanie stoisk umilali gościom panowie prezentujący siłę i mięśnie jakie można wyhodować na warzywkach i wegańskiej diecie ;)


Niestety tegoroczna edycja VEGANY mnie trochę zawiodła. Nie chodzi tu o wielkość festiwalu, ani o ludzi, bo Ci były przemili, ale zwyczajnie o niezbyt dobrze ogarniętą organizację oraz jakość prezentowanych na stoiskach produktów. Mam świadomość, że wegańskie nie znaczy zdrowe, ale mimo to spodziewałam się czegoś ciekawszego niż kebs i wege bułka ;) Z pewnością będę śledzić kolejne edycje a tymczasem odliczam dni do większego Street Food Festivalu, który już za kilka dni obędzie się w Zurychu :)

Oficjalna strona festiwalu VEGANA

Więcej zdjęć znajdziecie TUTAJ

OBEJRZYJ KONIECZNIE! :-)

Przeczytaj również: