Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adliswil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adliswil. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

Oldtimer im Sihltal 2016 - 9. spotkanie fanów starych samochodów w Adliswil

Oldtimer im Sihltal to impreza, która od kilku lat regularnie odbywa się w Adliswil. Jest organizowana przez Der Verein Oldtimer im Sihltal, klub miłośników starych samochodów założony w roku 2007.


W porównaniu do zuryskiego spotkania oldtimerów adliswilska impreza wygląda jak wiejski festyn z kiełbaskami, ale ma też swój specyficzny, rodzinny klimat. Na każdej edycji pojawiają się ci sami ludzie, te same stoiska, można kupić taką samą kiełbasę, a na wynos do domu taką samą kokosankę od pani, która rozstawia się ze słodyczami zawsze w tym samym miejscu ;-) Ale lubię to, bo choć z pozoru impreza wygląda zawsze TAK SAMO to jednak przyjeżdżają różni kierowcy i pojawiają się ciekawe auta. 

Na spotkaniu można zobaczyć auta marek niemieckich, włoskich, amerykańskich, francuskich czy angielskich. Nie zabraknie też czegoś dla fanów dwóch kółek - motocykli i rowerów. 

Tegoroczna wiosenna edycja odbyła się w weekend 28 - 29 maja, a pogoda nie była korzystna. Ulewa za ulewą poskutkowały tym, że większość ludzi uciekła do domu bardzo wcześnie, albo już po pierwszym dniu. 

Zapraszam Was do obejrzenia (dosłownie) kilku zdjęć, które udało mi się zrobić w tym roku :-) Dla porównania obejrzyjcie koniecznie zdjęcia, które zrobiłam podczas zeszłorocznego spotkania TUTAJ :)















środa, 16 września 2015

Pot Belly`s - napełnij brzuch w amerykańskim stylu

Tak, lubię burgery. Tylko takie porządne, z dobrą wołowiną, świeżymi warzywami oraz prawdziwymi ziemniakami pokrojonymi na frytki wraz ze skórką... Głodni? ;) Mi na samą myśl cieknie ślinka! Pewnie dlatego po raz kolejny recenzuję burgera oraz to właśnie jego wybrałam na mój "cheat meal" aktualnej diety :)


Tym razem zabieram Was ponownie na obrzeża Zurychu. Wysiadamy na stacji Sood-Oberleimbach i jesteśmy na miejscu. Najlepiej wybierzcie się tam grupą, bo w tym lokalu nie można się nudzić. Czekają na Was stoły do bilarda i snookera, tarcze do rzutek no i naprawdę dobre jedzenie.

Lokal mieści się zaraz przy stacji pociągu i prócz dużej przestrzeni w środku posiada również przestronny taras, idealny do spedzania weekendowego wieczoru, gdy jest ciepło. Klimat jest dość amerykański a obsługa restauracji bardzo miła, pomocna i otwarta. 

W Pot Belly`s miałam okazję być kilkakrotnie. Za każdym razem decydowałam się na burgera i ani razu nie udało mi się go zjeść do końca! Porcje są naprawdę ogromne! W iście amerykańskim stylu ;) Są tak duże, że po wyjściu z lokalu czuję się jakbym wygladała jak pan z logo restauracji! 

http://www.potbellys.ch/
Do wyboru macie też aż 17 rodzajów burgerów! Wcześniej próbowałam Mexikan Burger, czyli kotleta podanego w bułce z warzywami, guacamole oraz salsą. Jest naprawdę smaczny i dzięki dodatkom można łudzić się, że "nawet zdrowy" ;) Tym razem zdecydowałam się na Mafioso Burger, w którym dodatkami były pomidory, mozzarella, cebula i pesto. Zestaw komponował się idealnie i również bardzo przapadł mi do gustu. Podobają mi się jeszcze inne propozycje, które muszę kiedyś wypróbować: Helvetic Burger (grzyby, ser Gruyere), 9-1-1 Fire! Burger (ser, ostra salsa, jalapenos, grzyby), French Way Burger (ser Brie, ogórki, majonez) oraz Shanghai Burger (kurczak, ananas, słodkie chilli). Oczywiście nie brakuje propozycji dla tych, którzy nie jedzą mięsa - w karcie widnieje też Homemade Vegi Burger :) Również wybór piwa jest zadowalający, ponieważ mamy do wyoru kilka rodzajów "piwa z kija".

U góry: Mafioso Burger
Na dole: Mexican Burger
Nie będę Wam pisać, że wszystko jest takie kolorowe. Podana bułka nie wygląda na pieczoną w restauracji, ale nie zmienia to faktu, że jest naprawdę w porządku i nie mam do niej zastrzeżeń. Kotlety mogą Was trochę zaskoczyć, nie są okrągłe, ale podłużne, przapominają kształtem piłkę do rugby ;) I, jak wspomniałam wcześniej, są naprawdę duże! Burgery zawsze są podane z naprawde dobrymi, grubo krojonymi i nie za bardzo tłustymi domowymi frytkami oraz surówką Colesław. 

Ceny burgerów wahają się od 19.90 CHF za totalnie klasyczną wersję do 33.90 CHF za potwora, który wszystko, łącznie z kotletem, ma podwójne ;) Najczęściej jednak cały zestaw kosztuje 23.90 CHF, więc jest to bardzo dobra cena. A uwierzcie mi na słowo, wyjdzecie stamtąd zadowoleni ze smaku i okrągli jak trzmiele z przejedzenia ;)

Oprócz burgerów restauracja serwuje wiele innych potraw: od sałatek, przez spaghetti do azjatyckich wynalazków. 

Do Pot Belly`s wybiorę się zapewne jeszcze nie raz i Was rownież zachęcam do wypróbowania tego miejsca, gdy będziecie w okolicy Zurychu :) Smacznego i bawcie się dobrze!


piątek, 11 września 2015

Festiwal Kultur w Adliswil | relacja!

Całkiem niedawno udało mi się wybrać na Festiwal Kultur, który odbywa się co roku w miasteczku Adliswil, pod Zurychem. Dowiedziałam się o nim w ostatnim momencie, jednak bliskość tego wydarzenia sprawiła, że bez wahania spakowałam portfel i telefon, i wybrałam się poznawać nowe :-)


Na festiwalu można było spróbować smakowitości z różnych krajów, między innymi Palestyny, Erytrei, Togo, Japonii, Turcji czy Potrugalii. Wszystkie potrawy na stoiskach kosztowały zaledwie 5.00 CHF i były dość niewielkie. Chodziło o to, aby jak najwięcej spróbować, mieć na to miejsce w brzuchu i nie stracić przy tym połowy wypłaty ;-)  Do tego małego ulicznego festiwalu jedzenia przygrywała muzyka, na scenie pojawiały się zespoły taneczne z prezentowanych krajów oraz muzycy, dzięki czemu dużo bardziej mogliśmy poczuć ten nieco egzotyczny klimat całego wydarzenia. Nie zabrakło oczywiście namiotu z piwem oraz stoiska szwajcarskiego, ku uciesze tych, którzy boją się nowości i wolą pozostać przy dobrzej znanej im kiełbasie z bułką.


Festiwal rozpoczęliśmy spróbowaniem tradycyjnych dań z Erytrei oraz ze Sri Lanki. Erytrea zaskoczyła nas dziwnym, kwaśnym naleśnikiem, który o dziwo bardzo fajnie komponował się z mięsem i warzywami (na zdjęciu powyżej). Ja zdecydowałam się na curry ze Sri Lanki, które bardzo mi smakowało. Mimo niezachęcającego wyglądu było naprawdę fajnie doprawione i dość ostre. Przekonał mnie do niego mały chłopiec, który zachęcał do spróbowania specjałów z tego stoiska i mówił, że to będzie na pewno najlepsze curry jakie jadłam ;-) Zobaczycie je w poniższym filmie:


Z zainteresowaniem oglądałam wszystkie występy. Jedne były bardziej udane, inne nieco dziwne, ale na pewno wszystkie były ciekawe a ludzie otwarci i szczęśliwi, że mogą pokazać kawałek swojej kultury.

Przyznam, że zabrakło mi tam stoiska z polską kuchnią oraz zespołu ludowego na scenie, a przecież mamy w Szwajcarii przedstawicieli naszej, ludowej kultury, dlatego już teraz apeluję do zespołu Lasowiacy - zorganizujmy Wasz występ w przyszłym roku! Pokażmy innym jak ciekawą mamy kulturę w Polsce! :-)

Po występach przyszedł czas na próbowanie kolejnych rzeczy - tym razem postawiliśmy na kuchnię chińską, z restauracji, która mieści się w Adliswil i przyznam szczerze, że nigdy nie zachęcała mnie do odwiedzin swoim wyglądem. Tutaj miłe zaskoczenie! Sajgonki były naprawdę dobre, a prażynki krewetkowe fajnie komponowały się z piwem ;-) Wróciliśmy też pod daszek Erytrei i spróbowaliśmy samosy w ich wykonaniu - wszystko było smaczne i tylko narobiło nam apetytu na więcej, ale na to trzeba było poczekać do kolacji :-)

Jako, że najbardziej zachwycił mnie występ panów z Palestyny to zaraz po nim chciałam spróbować palestyńskiej kuchni. I tu nastąpiło największe rozczarowanie! Kwaśna surówka, której składu nie umiałam zidentyfikować, pieczony pierożek z wątróbką, której nie znoszę a na koniec przesycone tłuszczem ciastko z anyżem ;-)


Zanim udaliśmy się do domu postanowiliśmy zrobić małe zakupy. Kupiliśmy kilka świeżych ciast oraz innych produktów. Co dokładnie wybraliśmy, możecie zobaczyć w poniższym filmiku nagranym tuż po powrocie do domu. Powiem Wam, że żałuję, że nie spróbowałam tego japońskiego, różowego ciastka przed kamerą! Moja mina i łzy w oczach były podobno powalające ;-) Brr na samo wspomnienie mam mdłości... ;-)


Jeżeli będziecie mieli okazję wybrać się na takie wydarzenie to nawet się nie zastanawiajcie! Przemiła atmosfera, dobre jedzenie i ciekawe występy wielu z Was przypadną do gustu :-)

czwartek, 13 sierpnia 2015

Pizzeria Capri - raj dla miłośników prawdziwej, włoskiej pizzy

Bliziutko Zurychu, bo zaledwie 15 minut pociągiem (S4 | kierunek Sihlwald | stacja Adliswil) od dworca głównego znajduje się małe miasteczko o nazwie Adliswil. Część z Was może kojarzyć to miejsce, ponieważ to właśnie stąd można wybrać się kolejką linową na szczyt Felsenegg a pisała o tym na blogu Ania, o TUTAJ. Jeśli któregoś dnia wybierzecie się tu na wycieczkę to nie zapomnijcie wpaść na obiad o pizzerii Capri.


W Adliswil mieszka bardzo dużo Włochów i to pewnie stąd sporo pizzerii, i specyficzny klimat tego miasteczka. Co ciekawe, Capri nie jest prowadzona przez Włocha, ale pizzę przygotowują i pieką Włosi, więc jest na naprawdę dobrym poziomie.

Byłam w tym miejscu już kilkakrotnie i to nie tylko dlatego, że mieszkam niedaleko ;-) Pizza jest tu naprawdę dobra, a jeśli macie ochotę na zupę czy makaron to też możecie być pewni, że będą świeże i smaczne.

Pizzeria z zewnątrz wygląda dość niepozornie. Położona w centrum miasteczka, tuż obok sklepu prowadzonego przez uprzejmego Hindusa, solarium i sklepiku z artykułami dla zwierząt nie zachęca do wejścia i wydaje się nieciekawa. Ot, jak dziesiątki innych restauracji. Dopiero po przekroczeniu progu, gdy dotrą do nas wspaniałe zapachy wydobywające się z kuchni nabieramy większego apetytu. 


Do wyboru mamy aż 26 rodzajów pizzy, w tym specjalność szefa kuchni - pizzę Adliswil :-) Tutejsza pizza nie ma tradycyjnego, okrągłego kształtu, tylko jest owalna. Składniki są zawsze świeże a ich ilość idealna - nie spotkacie tu trzech plasterków papryki i jednego pomidorka koktajlowego na swojej pizzy, ale też szef kuchni nie wysypie Wam całego słoiczka kaparów ;-) Ja mogę Wam polecić pizzę z mascarpone i pesto, którą jadłam tak dwukrotnie i za każdym razem była pyszna. Niestety nie widzę jej w karcie na stronie, ale myślę że w lokalu będzie nadal dostępna, więc pytajcie śmiało o to oryginalne połączenie. 


W rankingu na stronie Trip Advisor pizzeria Capri zajmuje całkiem niezłe piąte miejsce na piętnaście restauracji w miasteczku. Wystarczy przeczytać komentarze, aby zobaczyć, że większość ludzi zachwala pizzę pisząc, że nie zamawia tu innego jedzenia nie dlatego, że jest złe, ale dlatego, że pizza jest tu "suuuper dobra" ;-) Ceny w pizzerii nie odbiegają od tych w innych miejscach tego typu. Duży plus od wszystkich odwiedzających to miejsca ma obsługa lokalu. Zawsze na wysokim poziomie i świetnie przygotowana. 

Pizzeria Capri to idealne miejsce dla fanów włoskiego jedzenia. Można tu poczuć klimat tego kraju i naprawdę dobrze zjeść. Dodam, że porcje są tak duże, że zadowolą nawet największych głodomorów :-)

Oficjalna strona pizzerii TUTAJ


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Oldtimer im Sihltal 2015 - fotorelacja

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z 8. spotkania posiadaczy i fanów pięknych, starych samochodów, które odbyło się w Adliswil. Nie zabrakło też atrakcji dla fanów motocykli oraz sędziwych rowerów. Niebawem pojawią się informacje kiedy odbędzie się edycja jesienna a wtedy na pewno dam Wam o tym znać :) To bardzo mała i "wiejska" impreza, ale jest tam tak sympatycznie, że wybrałam się już trzeci raz :) Miłego oglądania!

Więcej informacji TUTAJ















































































OBEJRZYJ KONIECZNIE! :-)

Przeczytaj również: