Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luzern. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luzern. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 listopada 2015

PROZENTBUCH - czyli zniżki, zniżki i zniżki ;-)

Kto nie lubi zniżek i promocji? Chyba nie ma takiej osoby :-) Wiem, że miałam nie pisać przez jakiś czas (wspominałam na facebooku o problemach zdrowotnych), ale nie umiem tak siedzieć i patrzeć w sufit, poza tym dostałam dzisiaj przesyłkę i muszę Wam o niej napisać :-)


Od 4 lat, czyli od początku mojego pobytu w Szwajcarii regularnie kupuję Prozentbuch. Jest to książeczka zniżkowa - zawiera bony zniżkowe do restauracji, barów, na baseny, kręgle i mnóstwo innych atrakcji. Książeczka jest dostępna dla czterech miast, w różnych cenach:



Każda z nich jest również dostępna w dwóch wersjach - pocket oraz premium, które różnią się od siebie wielkością. Pierwsza, którą zamówiłam była premium, kolejne już pocket, gdyż są mniejsze i wygodniejsze do noszenia przy sobie, a w końcu nigdy nie wiem kiedy będę miała ochotę skoczyć na spontaniczny obiad czy na drinka z koleżanką ;-)

Bony są ważne od 1 listopada b.r. do 31. października roku następnego. Wnętrze jest podzielone na trzy kolory:

- czerwony oznacza gastronomię,
- niebieski oznacza życie nocne,
- zielony oznacza czas wolny,

Bony na drinki oraz restaurację działają na zasadzie 2 za cenę jednego - tańsze danie jest gratis. Jest to bardzo fajna opcja, gdy chcecie wypróbować droższe restauracje, ale pamiętajcie o tym, że napoje i przystawki nie są w cenie, więc warto rozważyć ile chcecie wydać na dane wyjście.

Stety i niestety miejsca często się powtarzają. Niestety dla tych, którzy lubią wciąż odkrywać coś nowego, a stety dla tych, którzy cenią sobie możliwość powrócenia do wypróbowanej knajpki. Poniższe dwa miejsca odwiedziłam wraz z poprzednią edycją książeczki i pisałam o nich na blogu.





Koszt książeczki zwraca się bardzo szybko, jestem pewna, że już po jednym lub dwóch wyjściach na kolację, albo inną atrakcję. Ponadto motywuje do częstszych wyjść, bo skoro już jest to czemu by nie iść znów na miasto? ;-) Dla ułatwienia na odwrocie każdego bona znajdziecie mapkę z zaznaczeniem, gdzie dane miejsce się znajduje.



Opowiadałam o tym w filmie "5 rzeczy, które umilą i ułatwią Wam życie w Szwajcarii", jeśli jeszcze go nie widzieliście to zachęcam do oglądania :-)





niedziela, 11 października 2015

METAL STORM 3 - relacja z koncertu zespołu SAMAEL | Konzerhaus Schüür w Lucernie

Pisząc ten artykuł uświadomiłam sobie, że zespół Samael jest... w moim wieku. Tak, tak. Chłopaki grają już 28 lat i jak dla mnie, nigdy nie wyszli z formy. Zdania fanów są podzielone - jedni wolą tą starą, bardziej blackową twarz Samaela, a inni tą bardziej industrialną. Dla mnie całokształt twórczości tego zespołu przedstawia się bardzo dobrze, a na każdej z dziewięciu studyjnych płyt jestem w stanie znaleźć coś interesującego. Zespół pochodzi z francuskojęzycznej części Szwajcarii, a dokładnie ze Sion i liczy aktualnie czterech członków z oryginalnym Michaelem "Vorphem" Locherem na wokalu.


26. września widziałam Samaela po raz trzeci. Zespół wystąpił w Konzerhaus Schüür w Lucernie, w ramach cyklicznej imprezy Metal Storm 3. Klub istnieje od 1992 roku i nie ma zbyt dobrej opinii, gdyż sporo osób narzeka na nagłośnienie. Moim zdaniem to naprawdę świetne miejsce na imprezę, piwo ze znajomymi i koncert, który obejrzycie wtedy "przy okazji". Znajduje się tam bardzo fajny ogródek piwny, w którym zwykle znajdziecie też coś do jedzenia. Jesteśmy w Szwajcarii, tego nie może zabraknąć ;-) Na parterze jest bar, szatnie (2CHF) oraz toalety. Dopiero na pierwszym piętrze znajduje się scena, kolejny bar oraz zwykle również merch. I tu pochwalę chłopaków, bo koszulki kosztowały około 25CHF, co jest naprawdę dobrą ceną w Szwajcarii. Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały przygotowania i sama impreza.



Wróćmy do tematu koncertu. Przyznam szczerze, że z zespołów, które tego dnia grały przed Samaelem widziałam może dwa, a i nie byłam żadnym z nich zachwycona. Większość czasu spędziłam w ogródku piwnym popijając złoty trunek. Kiedy nadszedł czas na gwiazdę wieczoru cieszyłam się, że jestem w Szwajcarii. Dlaczego? Nie miałam żadnego problemu, aby stanąć przy samej scenie i z bliska zobaczyć koncert.


A ten koncert miał być wyjątkowy. Organizatorzy zapowiedzieli, że zespół odegra płytę z 1994 roku pt. "Ceremony Of Opposites" i tak też się stało. Oczywiście nie zabrakło też nowszych czy bardziej znanych kawałków Szwajcarów, z moim ulubionym "Slavocracy" na czele. Poniżej zobaczycie teledysk do utworu "Baphomet's Throne" pochodzącego właśnie z płyty "Ceremony Of Opposites" oraz wspomniany wcześniej "Slavocracy".




Wiele mówi się o kiepskim nagłośnieniu w Schüür. Mnie to jednak nie przeszkadzało, ponieważ stojąc przed samym głośnikiem i tak ma się zaburzony odbiór. Pod koniec koncertu wycofałam się na tyły i faktycznie tam było nieco lepiej. Moim towarzyszkom przeszkadzał brak "prawdziwej perki", ale ja przyznam, że właśnie to podoba mi się w tym zespole ;) Mają swój specyficzny styl, który bardzo łatwo rozpoznać i który, moim zdaniem, zawdzięczają właśnie industrialnym płytom oraz oryginalnemu wokalowi Lochera, który ja uwielbiam. Oczywiście nie bez powodu wraz z zespołami Mayhem i Darkthrone są zaliczani do tzw. drugiej fali black metalu, ponieważ ich pierwsze płyty były mocno osadzone w tym klimacie. A teraz, ku uciesze starych fanów, panowie powoli do tego wracają.


Podsumowując koncert bardzo mi się podobał i pewnie jeszcze czwarty, i piąty i dziesiąty raz się na nich wybiorę jak tylko będzie okazja. Wam również polecam, jeżeli lubicie mocniejsze klimaty. Udało mi się nagrać fragment koncertu, zresztą zobaczcie sami :)



Wychodząc zahaczyłam jeszcze o merch, kupiłam koszulkę dla mojego chłopaka oraz moje 2 ulubione płyty. Jeszcze tylko zdobędę zdjęcie z Vorphem następnym razem i będę całkiem spełniona ;)


P.S. Wybaczcie jakość zdjęć. Nie zabrałam aparatu i wszystkie robiłam telefonem... Może czas zacząć starać się o akredytacje?... ;-)



poniedziałek, 23 marca 2015

Smutna wiadomość: odszedł szwajcarski artysta Hans Erni

Nazwisko Hansa Erniego nie jest mi obce, jednak nie miałam jeszcze czasu zagłębić się w ten temat. A dzisiaj jak grom spada na całą Szwajcarię ta smutna wiadomość - 21 marca odszedł wielki, szwajcarski malarz i rzeźbiarz, nazywany "szwajcarskim Picasso" - Hans Erni. Miał 106 lat.

Zdjęcie pobrałam z Wikipedii

Erni był nie tylko malarzem i rzeźbiarzem, często angażował się w akcje polityczne, co nie raz przysporzyło mu sporo kłopotów. Był również grafikiem i 1938 roku zaprojektował serię banknotów, która niestety nigdy nie weszła do obiegu. Projektował również plakaty i znaczki. 

Zdjęcie pobrałam ze strony www.post.ch

Lubował się w malowaniu koni oraz gołębi, ale bardziej był znany z rzeźb oraz dekoracji ściennych, które można spotkać w całej Szwajcarii. 

Fontanna Hansa Erniego znajdująca się w Ogrodzie różanym w Rapperswil / Zdjęcie pobrałam z Wikipedii

Na terenie Muzeum Transportu w Lucernie znajduje się, posiadające około 300 dzieł, Muzeum Hansa Erniego. 

Zdjęcie pobrałam ze strony www.luzern.com

Od miesięcy próbuję wybrać się do Muzeum Transportu a teraz będę miała dodatkową motywację. Szkoda tylko, że wzmocniło ją takie smutne wydarzenie. Z drugiej strony należy cieszyć się, że Erni mógł dożyć tak sędziwego wieku wciąż pracując. Kiedy ktoś zapytał go co jest jego sekretem długowieczności, odpowiedział "Unikanie nadmiaru". I może to jest właśnie idealna recepta.


wtorek, 16 grudnia 2014

Panorama Bourbaki - to trzeba zobaczyć!

Panorama Bourbaki to, jak sama nazwa wskazuje, panoramiczny obraz, który możecie zobaczyć w Lucernie. Tak jak wspomniałam w poprzednim wpisie możecie kupić bilet łączony, który obejmuje również Ogród Lodowcowy lub taki, na którym wejdziecie jedynie obejrzeć panoramę. Pojedynczy bilet dla dorosłych nabędziecie za 12 Chf.

Panorama prezentuje historię XIX wieku., upamiętnia wojnę francusko - niemiecką z roku 1870/71 i ukazuje pierwsze działania Czerwonego Krzyża. To tyle z historii z mojej strony ;) Dokładną historię panoramy możecie przeczytać TUTAJ
Musze się przyznać, że obawiałam się, że nie zrobi na mnie wielkiego wrażenia. Było inaczej. Rozpoczytając zwiedzanie panoramy najpierw czeka Was obejrzenie rewelacyjnie przygotowanej prezentacji multimedialnej dostępnej w trzech językach i wersji niemal kinowej.
Później możecie zobaczyć świetnie przygotowane instalacje. Możecie je podziwiać zza szyby na ich wysokości oraz z góry, gdy będziecie już oglądać sam obraz.







Nie będę się dziś rozpisywać, bo wszystko możecie zobaczyć w filmie promocyjnym TUTAJ :)

Jeśli będziecie zwiedzać Lucernę to koniecznie wstąpcie do tego miejsca. Tak jak we Wrocławiu każdy powinien zobaczyć Panoramę Racławicką, tak tutaj nie można przegapić Panoramy Bourbaki :)

Zapraszam Was na pierwszą część artykułu TUTAJ


Oficjalna strona TUTAJ


Bilety znajdziecie TUTAJ


A informacje o godzinach otwarcia są TUTAJ


Po więcej zdjęć zapraszam Was na fejsbukowego fajnpejdża, o TU

niedziela, 14 grudnia 2014

Gletschergarten - 20mln lat ciekawej historii w jednym miejscu :)

Pamiętam jak kilka miesięcy temu napisałam na forum Polaków w Szwajcarii, że planuję się wybrać do Ogrodu Lodowcowego. Sporo osób odradzało mi to miejsce pisząc, że jest nudne i może zainteresować tylko kogoś, kogo fascynuje archeologia i stare kamienie.

Nie byłabym sobą, gdybym nie postanowiła tego sprawdzić. Spakowałam aparat oraz parasolkę i wybrałam się do Lucerny. Niestety mimo tego, że był sierpień i dość ciepły dzień to co chwilę padał deszcz.

Jeśli tak jak ja, wybierzecie się do Lucerny pociągiem a później będziecie chcieli korzystać z google maps, żeby znaleźć drogę do ogrodu to od razu Wam powiem, że to bardzo kiepski pomysł. Mapy pokazywały mi zupełnie inne miejsce, mieszczące się na sporym wzgórzu, do którego prowadziło mnóstwo schodów. W ten deszczowy dzień dodatkowym wyzwaniem było nie zabić się na tych śliskich od wody i mchu schodach  ;)

Wejście do ogrodu znajduje się w parku, w którym możemy podziwiać słynny Löwendenkmal (Pomnik Lwa - Pomnik Szwajcarskich Gwardzistów). Usytuowany na ogromnej ścianie z piaskowca robi naprawdę duże wrażenie. Pomnik przedstawia przebitego włócznią, umierającego lwa, nad którym widnieje napis “Helvetiorum Fidei ac Virtuti”, oznaczający lojalność i odwagę Szwajcarów. Pomnik ma upamiętnić szwajcarskich gwardzistów, którzy polegli w 1792 roku podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej.


Bilety dla dorosłych kosztują 15 Chf. Warto wziąć bilet łączony, na który możemy zwiedzić również Panoramrę Bourbaki. Taki bilet kosztuje 22 Chf. i nazywa się LION-Pass. Ja wybrałam właśnie tę opcje dla moich rodziców a sama weszłam za darmo korzystając z mojej karty, z Raiffeisen Banku :) Jeszcze jedna miła niespodzianka - przy wejściu dostaniecie broszurkę z dokładnym opisem poszczególnych elementów ogrodu po polsku! :)

Obiekt jest podzielony na trzy części. Ogród lodowcowy, Muzeum Lodowcowe mieszczące się w domu Josefa Amrein-Trollera oraz labirynt luster.


To właśnie Josef Amrein-Troller podczas tworzenia swojej winnej piwniczki odkrył formy powstałe w wyniku działania lodowca. Od 1873 roku są udostępnione dla zwiedzających.

Ja się na tym kompletnie nie znam i przyznam, że opisy niewiele mi mówiły, ale widok ogromnych dziur w ziemi robił wrażenie ;) Poniżej macie porównanie do moich rodziców stojących przy barierce na krawędzi jednej z nich.



Dalej już było tylko ciekawiej. W Muzeum Lodowcowym zobaczycie mnóstwo makiet, map, kości oraz muszli. Możecie zatrzymać się przy prezentacjach multimedialnych czy gablotach z minerałami.




Muzeum Lodowcowe to nie tylko geologiczne eksponaty. Możecie również przyjrzeć się pięknym zabytkowym wnętrzom, w tym gabinetowi samego Josefa Amrein-Trollera.



Po wyjściu z muzeum możemy na tarasie wypić dobrą kawę i udać się dalej na zwiedzanie kolejnej części ogrodu. Znajdziemy tam rekonstrukcję alpejskiej chaty z XIX wieku z widokiem na lodowiec Gorner, wykonanym 1896 roku.


Po drodze spotkamy też kilka pracujących krasnoludków ;) A ze szczytu możemy podziwiać miasto i jeśli dopisze pogoda to piękny widok na Alpy. Jak widzicie, ja nie miałam najlepszej pogody, ale widoki i tak były przednie! :)



Na koniec zostawiłam najzabawniejszą część - Labirynt luster. Łatwo go przegapić, bo wejście jest schowane w bocznej części budynku. Do labiryntu prowadzą magiczne lustra, przy których wszyscy mieli niezły ubaw :) Widziałam siebie w wersji bardzo chudej, grubej, niskiej, wysokiej… I ze śmiesznie krótkimi nogami :))


Labirynt robił ogromne wrażenie. Pierwszy raz czułam się naprawdę zagubiona. Nie wiedziałam gdzie iść i kilka razy weszłam w lustro ;) Polecam patrzeć na podłogę, trudniej się nabrać ;)


Jak widzicie w Gletschergarten jest tak dużo rzeczy, które warto zobaczyć, że z pewnością mogę polecić Wam to miejsce :)

Po zwiedzeniu ogrodu udaliśmy się zobaczyć Panoramę Bourbaki. Napiszę Wam o tym kilka słów we wtorek :)

***

Oficjalna strona Gletschergarten jest TUTAJ

Godziny otwarcia znajdziecie TUTAJ

Informację o cenach biletów znajdziecie TUTAJ

A po więcej zdjęć zapraszam na fejsbukowego fanpejdża, o TU :)

OBEJRZYJ KONIECZNIE! :-)

Przeczytaj również: